- Między empatią a okrucieństwem - red. Eugenia Łoch, Dariusz Piechota, Agnieszka Trześniewska
- Po humanizmie - red. Zuzanna Ładyga i Justyna Włodarczyk
- Naturakultura - red. Joanna Jeśman, Mateusz Skrzeczkowski
- Niezapomniane zwierzęta - red. red. Eugenia Łoch, Dariusz Piechota i Agnieszka Trześniewska-Nowak
- Śmieć w kulturze - red. Katarzyna Kulikowska, Cezary Obracht-Prondzyński
- Przewrotne przyjemności obrazu - Marianna Michałowska
- Pozytywistów spotkania z naturą. Szkice ekokrytyczne - Dariusz Piechota
- Odsłony nowoczesności - red. Anna Zeidler-Janiszewska, Mateusz Skrzeczkowski
- Uległość w bliskich relacjach - Krystyna Doroszewicz, Małgorzata Gamian-Wilk
- Od rytuału do konfliktu - Jacek Dziekan
Rzeczy, które uprawiam. Eseje z filozofii feministycznej - Adrianna Zabrzewska
Cena regularna:
towar niedostępny
dodaj do przechowalni
Opis
Rzeczy, które uprawiam to zbiór esejów o ciele, skórze, głosie, czasie i podmiotowości, prowadzonych z perspektywy filozofii feministycznej, psychoanalizy i teorii dekolonialnej. Adrianna Zabrzewska pisze o tym, co powierzchowne, kruche i niewygodne — i pokazuje, że właśnie tam rozgrywa się to, co najważniejsze.
Autorka splata teorię z doświadczeniem, gniew z uważnością, myślenie z czuciem. Pyta o rasizm, opresyjne binaryzmy, ale także o troskę, relacyjność i możliwość zmiany. To książka dla tych, którzy chcą czytać filozofię inaczej: nie po to, by porządkować świat, lecz by nauczyć się żyć w jego pęknięciach.
dr Adrianna Zabrzewska – filozofka feministyczna i badaczka interdyscyplinarna z doświadczeniem w projektach socjologicznych. Naukowo interesuje się zagadnieniami dotyczącymi ciała i głosu, relacyjności i podatności na zranienie. W wolnych chwilach zajmuje się eseistyką. Obecnie mieszka i pracuje w Edynburgu.
Rzeczy, które uprawia Adrianna Zabrzewska, rosnąć muszą na dość słabo jeszcze przepuszczalnej glebie polskiej filozofii. Narzędzi pracy dostarcza pozostająca w ciągłej twórczej rebelii myśl feministyczna – ta intersekcjonalna, podejmująca się tropienia opresji na wielu płaszczyznach, wsparta perspektywą dekolonialną oraz słownikiem psychoanalitycznym. Mamy tu wszechstronną refleksję nad ciałem (skórą, dotykiem, głosem, płcią, kolorem), nad tym, co w nim żywe, a co martwe, i jak nas to wprowadza w relacje. Nad formami czasu i przestrzeni, które chcą uciec z klasycznych dychotomii. Ale też nad Polską i jej nieoczywistą pozycją między pierwszym a trzecim światem, między rolą oprawcy, do której nie chce się przyznać, a sytuacją ofiary, której nadużywa. Nie chodzi jednak jedynie o to, „co” uprawia Zabrzewska, ale „jak”. Jej pisanie jest pełne pasji w całym tego słowa znaczeniu: zaangażowania, ale też cierpienia. Nie można nie cierpieć, kiedy patrzy się na ten świat, na to, co dzieje się z ludźmi, zwierzętami, planetą. Nie można się nie angażować. Pisanie Zabrzewskiej jest zaangażowane, ale przede wszystkim żywe, czy też – korzystając z pewnego fenomenologicznego pojęcia – przeżywane. Filozoficzne idee, wnioski z czytanych tekstów pojawiają się w swobodny, twórczy sposób, inspirują, dają przedsmak czegoś nowego, świeżego. Czegoś, o co tak trudno w przeteoretyzowanych na wszystkich frontach koncepcjach podmiotu, tożsamości, różnicy. Niepokoi przy tym oblicze akademii, które zza tekstu wyziera. Zgorzkniałe, zobojętniałe, a bywa też, że przemocowe. Władzę nadal dzierży despotyczny, czepiający się więdnącego prestiżu ojciec, zaś matka – choć już nieco zbuntowana – usiłuje go zadowolić. Dorosłe dzieci akademii wiedzą, o czym mowa. Dlatego też książka Adrianny Zabrzewskiej to nie tylko uczta teoretyczna i literacka, ale też ważny głos o doświadczeniu (nie)przynależności do społeczności akademickiej i warunkach pracy w zawodzie. O problemach, z jakimi zmagają się osoby, które z nadzieją i entuzjazmem rozpoczynają pracę naukową, by po doktoracie zderzyć się z głucho zamkniętymi drzwiami instytucji. Powinn_śmy mówić o tym więcej.
Marzena Adamiak